Recenzja książki: „Żywy dzień” Toma Sullivana

posted in: Category | 0

Ta książka została wysłana do mnie do recenzji przez wydawcę. Myśleli, że mogę się w tym zachwycić, ponieważ uwielbiałem sztukę wyścigów w deszczu Gartha Steina. To nie jest książka, którą w przeciwnym razie mogłem odebrać, i zachwyciłem możliwość jej przeczytania.

Częściowo na prawdziwej historii, żywy dzień opowiada o ślepym psychiatrze Brendena McCarthy i jego przewodnika Psiego Nelsona, wielkiego i odważnego czarnego laboratorium. Jest to także historia Antwone Carvera, żołnierza piechoty morskiej, która została ranna w Iraku i zmaga się z warunkami fizycznymi ograniczeniami spowodowanymi przez jego kontuzję. McCarthy zgłasza się na ochotnika do swoich usług w szpitalu weteranów, jest przydzielony do Carvera i próbuje pomóc młodemu Marine w budowaniu nowego życia. Nelson staje się istotnym czynnikiem przyczyniającym się do procesu terapeutycznego dzięki swojej łagodnej i pocieszającej obecności. To historia o radzeniu sobie z katastrofą i wyzwaniami życiowymi, która jest opowiadana w sposób prosty i podnoszący na duchu. Podczas gdy usługi dotyczące wielkości omawianych problemów mogą być czasami nieco uproszczone, ogólne przesłanie książki jest pozytywne i inspirujące, a miłośnicy psów będą zachwycać się fragmentami o Nelsona.

Autor przedstawia przekonujący przypadek potrzeby lepszych programów dla weteranów wracających do domu z wojny bez kazania lub politycznego. Chciałbym jednak widzieć więź między Nelsonem i McCarthy’em przekazanym bardziej głębokim. Podczas gdy miłość McCarthy’ego do Nelsona jest bardzo widoczna, historia nie zagłębia się w duchowe aspekty ludzkiej więzi zwierząt dla tego gustu recenzenta.

Książka jest porywającym i potwierdzającym życie świadectwem tego, jak żywiołowy duch i miłość psa mogą wyleczyć ranne serca.

Ingrid King

Może ci się spodobać również:
Recenzja książki: „8 State Hurricane Kate” Jenny Pavlovic

Recenzja książki: „Merle’s Door: Lessons from a Freethinking Dog” autorstwa Ted Kerasote

Recenzja książki: Guardians of Being

«Postępy w medycynie weterynaryjnej – najważniejsze z dorocznego spotkania ACVIM
Psychologia wdzięczności – pięć rzeczy, za które jestem wdzięczny dzisiaj »

4 komentarze do recenzji książki: „Żywy dzień” Toma Sullivana

Ingrid mówi:

2 sierpnia 2009 o 18:10

To wzruszająca książka, Wendy. To właściwie drugi z serii, z opisu, brzmi jak pierwsza książka „Razem – powieść o wspólnej wizji” może znacznie zwiększyć związek między Nelsonem i Brendenem McCarthy.

Odpowiedź

Koty literackie mówi:

2 sierpnia 2009 o 13:44

To brzmi jak interesujący, Ingrid. Myślę, że istnieje bardzo silna więź między przewodnikiem a jego człowiekiem. Szkoda, że ​​książka nie zagłębiła się w to głębiej. Mimo to wygląda na to, że warto przeczytać. Dzięki za wspaniałą recenzję.

Odpowiedź

Ingrid mówi:

31 lipca 2009 o 15:50

To moja przyjemność, Leslie-Ann, cieszę się, że lubisz moje recenzje książek. Chciałbym tylko, żeby było o wiele więcej godzin każdego dnia, aby przeczytać znacznie więcej książek!

Odpowiedź

Leslie-Ann mówi:

31 lipca 2009 o 12:15

Dzięki, bardzo za pokazanie nam tych książek!

Odpowiedź

Zostaw odpowiedź Anuluj odpowiedź
Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. wymagane pola są zaznaczone *
Komentarz *
Nazwa *

E-mail *

Pozostawiając komentarz, zgadzasz się z gromadzeniem danych przez tę stronę
Polityka prywatności.
*

Powiadom mnie o komentarzach uzupełniających za pośrednictwem poczty elektronicznej. Możesz także subskrybować bez komentowania.

Δ

Leave a Reply

Your email address will not be published.